Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Lepszy poród

Ten wątek będzie dobrym miejscem na pytania i odpowiedzi odnośnie porodu. Zwłaszcza dla tych "niewyrobionych" :)
Wszystko to, co możemy zrobić by uczynić poród lepszym przeżyciem.

Bo jakże taka kobiecina jak ja ma sobie napisać plan porodu gdy pojęcia o nim nie ma w kwestiach praktycznych.

Zacznę od zakazów, ogłaszam tu zakaz stwierdzeń typu
"po co Ci słuchać o znieczuleniu, dla dziecka można cierpieć"
"porodu nie da się zaplanować" (wiem ale co-nieco warto wiedzieć)
oraz wszelkie krwawe opisy rodem horroru :)

A więc proszę wszystkie doświadczone o porady w sprawach:
a.Jakie sposoby na umiarkowany ból były dla Was pomocne?
b.Z jakimi środkami na ból nie do wytrzymania macie doświadczenie i jakie?
c.Czy pchać męża ze sobą na porodówkę czy lepiej nie? (wiem że nie chce iść ale pójście uważa za sprawe honoru i męstwa)
d.W jakiej sytuacji nie zgadzać się na nacięcie? Mam zamiar napisać że zgadzam się tylko jeśli zdrowie dziecka jest zagrożone, to ma sens? Ponoć lepiej lekko pęknąć niż dać się naciąć. Jak to z tym jest?
e.Jakie pozycje porodu zmniejszają ból pleców i ryzyko nacięcia? Szukałam po internecie ale tam są jakieś akrobacje, poza tym jakoś nie lubię informacji wyciąganych z czeluści internetu.
f. Jak uniknąć leżenia godzinami pod KTG? Nie chcę nie zgadzać się na to badanie, a wiem że mogę nie dostać przenośnego. To głupie będzie odmówić dalszego monitorowania po powiedzmy 15 minutach?
g. Co myślicie o zapisie że nie zgadzam się na oksytocynę bez przeciwbólowca? (nie na wywołanie a już w czasie porodu)

Mile widziane inne porady o które nie mam pojęcia pytać :)
«13456711

Komentarz

  • Masz jeszcze czas, więc najlepsze będą ksiązki do poczytania o tym, jak wygląda poród naturalny. Dobre ksiązki to: Urodzić razem i naturalnie I. Chołuj, ksiązki M. Odenta i J Balaskas (nie pamiętam jaką jej czytałam). Jedyny minus tych lektur - po tym jest się bardzo świadomym i jeśli się rodzi w polskim, zwykłym szpitalu, to można mieć potem mieć niewesołe myśli. Personel myśli o swojej wygodzie, nie rodzącej.
    U mnie łagodzenie bólu to słuchanie siebie i ciepła woda. Przyjmowanie takiej pozycji, którą Ci podpowie umysł.
    Co do męża - nie brałabym na siłę. Nie jestem na tak ani na nie. U mnie najpierw mąż był, przy ostatnim już nie. I to była dobra decyzja, bo mogłam się skupić na sobie i porodzie. Przy ostatnim była tylko położna i to było super, żadnego lekarza, żadnych oglądaczy.
  • a. mnie oddychanie i wcześniej wyuczona umiejętność rozluźniania mięśni
    c. mojego warto, ale nie sądzę, że to dla każdego
    d. nie znam statystyki, ale u mnie nacięcie sprawdziło się lepiej niż pęknięcie, a najlepiej ani jedno ani drugie - ale to już wtedy, kiedy szlaki były przetarte ;-)
  • Męża można też zabrać na pierwszy, długi etap. Na parcie to już jak zdecydujesz. Ja wolałam się skupić na sobie i każdy mi przeszkadzał. Jak się da znaleźć miejsce, gdzie będziesz mogła rodzić tak, jak czujesz, to byłoby najlepiej. Ja czułam się najlepiej na czworaka, ale to zupełnie nie wchodziło w grę (miałam pecha i rodziłam w szpitalu podczas remontu, w zwykłej sali).
  • A Ty nie jesteś w Irlandii?
    Jeśli są takie standardy jak w Uk, to nikt Ci rzeźni nie zrobi. I nie będą nacinać bez powodu, o wszystko będą się pytać. I kto powiedział, że trzeba popękać bez nacięcia? Mogą Ci zasugerować pozycję, nie uwiążą cię na łóżku na siłę.
    Ale swoje zdanie trzeba mieć i tyle.
    Chyba że do Pl na poród jedziesz, to nie znam się.

  • Eee...mąż musi być, żeby szacunku nabrać :D
  • Bym się pomądrzyła, ale nie mam już dxiś siły. Może jutro...
  • Spokojnie, jeszcze dużo czasu @Katarzyna

    Chociaż przyznam że na Twoją wypowiedź czekam w szczególności.

    Książki o porodzie, karmieniu mam. Ale to zawsze co innego zapytać, a zwłaszcza jak tutaj z takim dużym doświadczeniem kobiety.
  • Mi tam było wszystko jedno czy mąż jest czy nie... Po porodzie mi brakowało wszystkich, żeby dziecko zobaczyli. I to jest wada porodu szpitalnego. Mąż musiał zostać z dziećmi i nie było z kim radości dzielić...
  • Meza wzilabym koniecznie.
    Rodzilam przy nim 3 razy. Pierwsze poronienie - tu uwazam ze byl niezastapiony. Jego jednego obchodzilo ze mnie boli i jako jedyny mnie sluchal. Bo umowmy sie ze polozne sa zainteresowane rodzacymi a nie roniacymi dzieci. Niewazne ze skurcze bola tak samo i jestes w gorszej formie psychicznej.
    W kazdym razie moj maz nie wyobraza sobie nie byc i ja nie wyobrazam sobie jego nieobecnosci. Mielismy uklad- jesli ze mna ok to mial nie spuszczac z oka dziecka. No i generalnie polecenia w stylu "masuj" , "" nie masuj" " nie dotykaj mnie" :) moge rzucac bez zbednego udawania grzecznosci do poloznej.
    Byl ile sie dalo.
    2. Moim zdaniem nie warto sie upierac przy chodzeniu. Rozumiem ze nie warto straszyc ale czasem warto zaufac i lezec. Ja bylam chodzacs bohaterka, wiedzialm kiedy mozna chodzic itd, ale okazalo sie ze skurcze tak mnie zmeczyly ze jak mnie polozyli do ktg to juz nie zamierzalam wstawac. Drugi porod przelezalam caly "niechcacy". Po czym dowiedzialam sie ze sasiadka z sali kolezanki ktora rodzila w tym samym czaise miala wielka akcje ratowania dziecka , bo pepowina wypadla.
    Co do oksytocyny to ja sie nie zgadzalam. Problem tylko ze okazalo sie ze przestalam miec skurcze przy partych. Majac pelne rozwarcie nie mialam skurczy. Potem problm z urodzeniem lozyska. Takze znowu moje ustalenie wzielo w leb bo okazalo sie ze oksytocyna nie jest taka zla, ale nie chcialabym jej jako przyspieclszenie na poczatku porodu.
    3.Co do naciecia... Ja nie chcialam naciecia ale tak sie balam pekniecia ze ostatecznie o nie poprosilam przy pierwszym. Przy drugim peklam leciutko, ale wolalam byc nacieta akurat.
    4. Inne: na bol ponoc termofor, ponoc tez generator pradow TENS - takie elektrody co sie przykleja na plecach. Nie wiem mialam oba , nie zdazylam uzyc - rodze w tempie ekspresowym raczej.
  • widzę, że dużo atrakcji mnie ominęło przy porodach- chyba rekompensata za ciążę, gdzie zaliczyłam komplet ;-)
    nie bój się Silesia, cokolwiek by się nie działo, słuchaj siebie. a jakby się nie dało, i tak pewnie skończy się dobrze. wizjami na zapas nie ma co się karmić. nie wiedziałam że oksytocyna to zuooo przy pierwszym porodzie, dostałam i nie wspominam dramatcznie. córkę mam ładną z tego bólu :-)
  • jezeli jestes w ie to tutaj nie nacinają.
  • Chodzić, nie chodzić...
    Dobrze jest słuchać swego ciała i robić to, co ono podpowiada.
    Wtedy wiadomo, że teraz się położyc, a teraz pochodzić, a teraz kucnąć.

    Słyszałam o takim ćwiczeniu, ja to robiłam przed urodzeniem pierwszego dziecka: siedząc lub leżąc zamknąc oczy i ,,wsłuchać się" w ciało. Wtedy, po chwili, zaczynałam odczuwac, że gumkę mam za mocno ściągniętą na włosach, metka od ubrania mnie drapie a mięśnie karku mam sztywne... To jest , myślę, dobre dla tych które nauczyły się ignorować swoje ciało i sygnały z niego płynące.
  • wg mnie warto do porodu mieć dobrze przeszkolonego męża, który nie boi się warczeć na personel i wie o tym, czego Ty chcesz podczas porodu.
    Jednak jest typ meżczyzny, który podczas porodu mówi: "Ty nie wtawaj, pani położna powiedziała, że masz leżeć", "nie jedz, bo lekarz powiedział, że nie możesz itp" - takiego typu bym ze sobą nie zabierała.

    Poród (dla mnie przynajmniej) jest rzeczą średnioopisywalną - ale ponieważ porównać do czegoś trzeba, to porównam ;) Dla mnie cięzkie chwile porodowe (te jakiś czas przez partymi) przypominały stan upojenia alkoholowego, z równoczesnym niespaniem od 100h, ciałem po biegu na 20km, cięzkim zatruciem wywarem z muchomora i rotawirusem - zadaj sobie pytanie czy w takim stanie potrafisz trzeźwo myśleć. Ja nie potrafię, mało tego jakby personel przyszedł i miłym tonem mnie przekonał, że konieczna jest korekcja nosa przy okazji porodu, zgodziłabym się bez wahania. Dlatego nad wszystkim miał czuwać mój mąż - i czuwał. Fukał na połozne, on był ten niemiły a ja miła. Pewnie są kobiety, które kotroluja wszystko do końca, jeszcze same przyjmują swój poród itp ;) ja do nich nie należę. Na pewno jest to wspaniałe doświadczenie przy porodzie. Jednak - w pierwszym porodzie mój mąż łapał nasze dziecko, a połozna tylko stała obok. Dla niego to niesamowite, ale ja dalej nie wiem jak on się tam znalazł. W drugim porodzie robił za słup porodowy a w trzecim jako urządzenie transportowe i kamień porodowy. W każdym razie zawsze niezwykle się przydawał.

    Ale - w ostatnim porodzie towarzyszyła mi Doula bez przeszkolenia formalnego czyli @Predikata z forum - co wyszło przypadkiem. I przy porodzie był i mój mąż i Predi właśnie. I to jest zupełnie inne doświadczenie. Męzczyzna działa zadaniowo: masuj plecy, nie masuj, podaj wodę, zabierz ręce, gdzie twoje ręce, trzymaj mnie itp.
    Ale kobieta po prostu czyta w myslach - ale musi być z kręgu - już po porodzie.
    Prawdą jest, że nam z Predi tak dobrze poszło, że połozna nie była potrzebna, ledwo zdążyła.
  • Mój mąż szkolenie ogólnoszpitalne już przeszedł jak leżałam z rotawirusem i krwotocznym zapaleniem pęcherza przez noc w szpitalu. Jak trzeba było pokrzyczeć to pokrzyczał, chociaż sam rzygał wtedy jak kot i ledwo żył.
    O to że sie przyda to nie wątpie. Zastanawiam sie czy sens go brać jak wiem że boi sie porodu bardziej niż ja (w zasadzie jeszcze nie zaczęłam) i ogólnie nie bardzo chce iść, ale nie sie nie przyzna.
  • na szkole rodzenia twierdzą, że nawet średniowytrzymały mąż jak będzie w porodzie od początku, to sprawę wytrzyma.
    Poza tym tam naprawdę z reguły jest niewiele krwi. Adrenalina działa - może być sklapciały po, jakby sam rodził, taki minus :)
  • Jak się nie przyznaje, to daj mu być dzielnym.
  • Mój mi powiedział, że to takie śmieszne jak główka wychodzi. Ciśnie się, ciśnie ...i puf nagle się powiększa :D
  • Środki przeciwbólowe: oddychanie (należy ćwiczyć wcześniej!), zmiana pozycji ciała (u mnie na czworakach na sako), TENS, ale w I fazie, także ciepły prysznic.

    Mąż: niech zdecyduje sam

    Nacięcie: moim zdaniem brzmi ok.

    KTG: jeśli to Pl to poszukaj szpitala, gdzie możesz sobie v wybrać pozycję do KTG. Polecam Zabrze. W Ie nie wiem. Ale z tego co mi siostra opowiadała, to tam wszystko takie raczej zgodnie z naturą.

    G. Z mojego doświadczenia bez sensu taki zapis, o ile nie godzisz się na wywołanie. Jak już podadzą to lepiej wiedzieć, kiedy będziesz chciała przeć. Niech się Katarzyna wypowie lepiej :)



  • A! Jak TENS to do wody nie można wchodzić więc jedno albo drugie
  • edytowano listopad 2015
    mnie TENS nie pomagal na krzyzowe. Przy tamtym bolu dodatkowe mrowienie dzialalo na mnie jakby ktos przy odcinaniu nogi przypalal mnie ogniem ;-)
  • @Silesja, a jeżekli Twój mąż niezbyt ma ochotę na towarzyszenie może warto poszukać kogoś w jego miejsce?
    Mój też nie chciał. Później mu się zmieniło.. choć do końca jak sparaliżowany stał przy mnie to długo miał "obrzyydzenie". Nie słuchał położnej jak powiedziała nich sie pan odwróci.
    A przy trzecim z teresą nawet mu przez myśl nie przyszło, że mógłby nie witać własnej córki.
    Tylko on czasu potrzebował i właściwego towarzystwa meżczyzn bedących przy porodach swoich dzieci :D

    Myślę, że nie ma co naciskać na siłę.

    Ale jeśli nie do końca przekonany a Ty wiesz co go zniechęca może podesłać mu kogoś zaprzyjaźnionego i dyskretnie po babsku przekonać?

    Prawda jest jedna - chłop niechcący być będzie raczej przeszkadzał. Więc lepiej nie brać. Zarzucić inna odpowiedzialność.
    Nie wiem jak sie rodzi w UK. Nie byłam.
    Ale w Polsce też można po ludzku.
    nawet w szpitalu.
    Można sobie wiele rzeczy zażyczyć. Najlepiej na piśmie przy wejściu. MUSZĄ respektować pod sankcją pozwu.
    Obiektywnie rzadko zdarzają sie komplikacje w porodach bez ingerencji.
    Oksytocyna - owszem nie polecam. Ale czasem w uzasadnionych przypadkach może pomóc.
    Inna sprawa, e przynajmniej na pierwszy etap porodu na ekspres bym sie nie nastawiała. Znaczy godzinkę np.
    Choć niezbadane są losy ludzkie.

    się mądrzyć nie będę ale Ty @Silesja najlepiej znasz siebie i tylko siebie musisz słuchać. Jeden lubi leżeć, inny siedzieć, inny kucać a jeszcze inny wisieć.
    Na mnie np. źle działają wszelakie namaczania w wodzie z prysznicami włącznie. Drażni mnie to i przeszkadza. nie udało mi się bez wrażenia umierania usiąść na sako. Ale za to świetnie działała wszelaka pozycja kuczna bez nacisku z dołu - czyli piłki.
    czasem chce się pić a czasem nie. Czasem jest potrzeba toalety 9w szpitalach niechętnie pozwalają) a czasem nie.
    Ktoś tu napisał, że czasem przeszkadza metka od koszuli a mnie tam zawsze zimno było więc koszulina nocna nie wchodziła w grę. Jam do porodu poczatkiem sierpnia w długich spodniach i swetrze szła. I o ile spodnie zdjęłam o tyle rodziłam w tym swetrze ;)

    tak czy inaczej poród nie jest opisywalny ale na pewno nie da się go zapomnieć :)
    Zatem warto zrobić wszystko by był w miarę pasujący a pamiętać tylko te dobre rzeczy.
  • Jeśli mąż nieprzekonany, to nic na siłę, naprawdę. Z J umówiliśmy się, że będzie w I fazie, no i potem wyjdzie. Nie wyszedł, bo nie wiedział kiedy :D Ale naprawdę, mąż w porodzie nie jest niezbędny.
  • No, dobra! To teraz ja się pomądrzę. Zaznaczam, że część z tego, co piszę to doświadczenie moje osobiste (specyficzne, bo moje dzieci się w domu wszystkie rodziły), a część to doświadczenie z perspektywy osoby towarzyszącej przy porodzie (w szpitalach o bardzo różnym nastawieniu oraz w domu)
    a.Jakie sposoby na umiarkowany ból były dla Was pomocne?
    Dla mnie pomocne były: w pierwszym okresie porodu: piłka, wanna z ciepłą wodą i polewane brzucha tą ciepłą wodą, przy bólach krzyżowych w pierwszym porodzie umiejętny masaż (intensywny, punktowy) krzyża, swoboda przyjmowania wygodnej dla mnie pozycji (a pozycje były bardzo nieoczekiwane - np. siedzenie w kucki na krześle obrotowym zakutana w ciepły koc; w innym porodzie: zajęcie się sprzątaniem i to intensywnym), brak konieczności leżania, prawidłowe oddychanie, ograniczenie bodźców (wygaszone światła, brak hałasu w tle, nikt co mnie nie mówi i niczego ode mnie nie chce). W II okresie porodu: możliwość przyjmowania dowolnej wygodnej dla mnie pozycji.
    Z innych metod, których sama nie próbowałam, a widziałam, że kobietom często pomagały: ciepłe okłady na dół brzucha lub krzyż (dobry do tego jest woreczek z solą, kaszą lub pestkami wiśniowymi nagrzewany w mikrofalówce lub piekarniku), zimne okłady (np. takie żelowe, chłodzone w lodówce, owinięte w pieluchę), TENS, aromaterapia (w szczegóły nigdy nie wchodziłam, bo nie całkiem moja bajka), relaksująca muzyka (też w szczegóły nie wchodziłam).

    b.Z jakimi środkami na ból nie do wytrzymania macie doświadczenie i jakie?
    Osobiście, z żadnymi i całe szczęście. W ramach wspierania: petydyna (dolargan) - środek narkotyczny, nie jest bezpieczny dla dziecka, może być przyczyną niewydolności oddechowej po porodzie - odradzam; znieczulenie zewnątrzoponowe z zachowaniem czucia i władzy w kończynach dolnych (ang. walking epidural) - jeśli właściwie podane, bywa pomocne w I okresie porodu, niestety, zwiększa ryzyko zabiegowego (vacuum, kleszcze) lub operacyjnego (cc) ukończenia porodu. Przy naturalnym porodzie (nie wspomaganym oksytocyną z kroplówki) u kobiety bez obciążeń i powikłań - odradzam.

    c.Czy pchać męża ze sobą na porodówkę czy lepiej nie? (wiem że nie chce iść ale pójście uważa za sprawe honoru i męstwa)
    Sprawa jest bardzo indywidualna. Jestem zdania, że powinniście wspólnie sami podjąć tę decyzję. Są liczne argumenty zarówno za obecnością męża na porodówce, jak i przeciw.
    Za:
    - może być bardzo pomocny, szczególnie w kontakcie z personelem, ale także w opiece nad żoną,
    - może sam tego doświadczenia bardzo potrzebować, dla budowy lepszej relacji z żoną i dzieckiem,
    - może mieć okazję, by nabrać większego szacunku dla żony,
    - może poczuć się potrzebny,
    - żona może tego potrzebować i chcieć mieć męża przy sobie w tym szczególnym czasie,
    - dla żony obecność męża przy porodzie może być doświadczeniem pogłębiającym ich relację,
    - mąż na sali porodowej może być dla żony wyznacznikiem poczucia bezpieczeństwa.
    Przeciw:
    - mąż może nie chcieć być obecny przy porodzie (on, w przeciwieństwie do żony, nie musi tam być ;-) ),
    - żona może nie chcieć męża na sali porodowej (z różnych przyczyn),
    - specyficzny mąż, może pod wpływem doświadczeń okołoporodowych nabawić się traumy i niechęci do własnej żony (rzadkość, ale wykluczyć się nie da; wiele zależy od relacji - jeśli wcześniej mąż już towarzyszył żonie w sytuacjach, gdy wyglądała i zachowywała się "niewyjściowo" (np. infekcja rotawirusowa), to bym nie przeceniała ryzyka, że zniechęci się do niej akurat przy porodzie),
    - dla żony może być bardzo stresującym fakt, że mąż ją ogląda w tak niekomfortowej dla niej sytuacji (to może zahamować postęp porodu nawet),
    - mąż odczuwający lęk bywa bardzo destruktywny (generalnie, lęk na sali porodowej to jest emocja, której tam być nie powinno, bo ona się roznosi gorzej niż najgorsza zaraza, a zalękniona rodząca, to wzrost ryzyka, że coś w porodzie pójdzie nie tak).
    Warto pamiętać, że poród nie jest lepszy ani gorszy przez sam fakt, że mąż w nim uczestniczy, albo nie. Warto rozważyć indywidualne za i przeciw. Pewną opcją jest układ taki, że mąż towarzyszy żonie w I okresie porodu, a na sam finał oddala się w bezpieczne miejsce, by wrócić, gdy potomek będzie już na świecie, a żona ogarnięta po porodzie. Należy liczyć się jednak z tym, że plan może się zmienić w trakcie i mąż, który był zdecydowany towarzyszyć żonie tylko w I okresie porodu, zechce być dla niej wsparciem także i w finale. Warto zawczasu ustalić, że w takiej sytuacji, to jednak żona decyduje, czy go sobie na ten finał życzy, czy nie i jeśli sobie nie życzy, to mąż się z tą decyzją pokornie godzi nie strzelając fochów.

    d.W jakiej sytuacji nie zgadzać się na nacięcie? Mam zamiar napisać że zgadzam się tylko jeśli zdrowie dziecka jest zagrożone, to ma sens? Ponoć lepiej lekko pęknąć niż dać się naciąć. Jak to z tym jest?
    Rutynowe nacięcie to poważny (choć powszechny w Pl) błąd w sztuce położniczej. Bezwzględnym wskazaniem do nacięcia, z którym bym nie dyskutowała i nie dyskutowałam, gdy mnie dotyczyło, jest zagrożenie dla dziecka. W innej sytuacji - ciąć nie warto, szczególnie, jeśli kobieta rodzi w pozycji wertykalnej, a dziecko jest normalnie zbudowane (nie ma wodogłowia), i prawidłowo ułożone. Z wszelkich znanych mi badań wynika, że fizjologiczne pęknięcie krocza (szczególnie przy porodzie w wertykalnej pozycji) goi się lepiej niż standardowe nacięcie. Zwykle jest znacznie mniej rozległe. Moje osobiste doświadczenie to potwierdza - jedno nacięcie (i tak bardzo oszczędne, bo robione "po znajomości" ;-) ) wspominam kiepsko (2 tygodnie dużego dyskomfortu + 2 miesiące sporego), 5 pęknięć wspominam luzacko.

    e.Jakie pozycje porodu zmniejszają ból pleców i ryzyko nacięcia? Szukałam po internecie ale tam są jakieś akrobacje, poza tym jakoś nie lubię informacji wyciąganych z czeluści internetu.
    Ryzyko pęknięcia krocza zmniejszają wszystkie pozycje inne niż leżenie na plecach lub w półsiadzie. Podobnie, z bólem pleców - wszystko jest lepsze od leżenia. A jaka pozycja jest najlepsza dla danej kobiety, to już zależy konkretnie od niej i od tego, jak przebiega dany poród. Wyjdzie w praktyce. Fajne propozycje są w książce Ireny Chołuj "Urodzić razem i naturalnie" (bardzo polecam lekturę; inne polskie książki o porodach mogą się schować przy tej! a niektóre są wręcz szkodliwe)

    f. Jak uniknąć leżenia godzinami pod KTG? Nie chcę nie zgadzać się na to badanie, a wiem że mogę nie dostać przenośnego. To głupie będzie odmówić dalszego monitorowania po powiedzmy 15 minutach?
    Standardowe badanie KTG to 20-30 minut zapisu. Nie ma uzasadnienia robienie go częściej niż co 2 godziny, jeśli poród przebiega fizjologicznie. Inna rzecz, że wcale nie mam przekonania, do jego konieczności. Moim zdaniem, wystarcza osłuchiwanie czynności serca płodu za pomocą detektora.
    Nawet przy stacjonarnym KTG nie ma konieczności leżeć. Da się zamocować elektrody w pozycji siedzącej i robić zapis np. na piłce. Trudniej jest u kobiet z dużą otyłością.

    g. Co myślicie o zapisie że nie zgadzam się na oksytocynę bez przeciwbólowca? (nie na wywołanie a już w czasie porodu)
    Dobry zapis. Choć ja mam duże wątpliwości co do używania syntetycznej oskytocyny w porodzie w ogóle. Naprawdę, bardzo niewiele jest sytuacji, gdy jest z tego jakiś pożytek dla rodzącej i jej dziecka.

    O! To się pomądrzyłam ;-)
  • Hm. Przy moim 1.porodzie P.nie bylo, przy 2.-poszedl dla mnie, prosilam, ze nie chce isc sama, a jemu powiem co i jak. I zeby mnie bronil (wiem, absurd!) tez przed nacieciem i innymi atrakcjami.
    Potem 2godziny byl face to face z synem, bo ja mialam zabieg, bardzo jest dumnym i swiadomym tata od tamtej pory, choc nie byl przekonany.
    Do dzis sie smiejemy 'ale byles dzielny, swietnie dales sobie rade' ;-)
    co do reszty, ja w pelni ufam Katarzynie, polecam;-)
  • @Dorotak - ostrożnie, z tym pełnym zaufaniem ;-) Tak w pełni, to tylko Panu Bogu warto ufać :-D
  • Pan Bog tak rzeczowo jednak nie odpowiada na wszystkie poloznicze pytania;-)
  • Mam doświadczenie (tylko z pierwszego porodu) radzenia sobie z bólem w 1 fazie. U mnie przy bólach krzyżowych pomagał ciepły prysznic i masaż. W czasie skurczy- oddychanie i "uwieszanie się" na mężu. Między skurczami- chodzenie z wysoko podniesionymi nogami i skakanie na piłce. Mąż przy porodzie bardzo się przydał. (Przy każdym zresztą) Każdy z 3 porodów skończył się cc. Jak będzie pytania jak dochodzić po cc do siebie to chętnie się wypowiem , bo tu mam większe doświadczenie:)
    Życze spokoju:)
  • Mój mąż przydał się przy każdym porodzie z wielu wymienionych wcześniej powodów, ale naj, najbardziej przydał się przy moim trzecim porodzie, tętno dziecka zanikało w każdej mojej pozycji, tylko przy leżeniu ma lewym boku było ok, prawie cały poród musiałam przeleżeć. Nigdy bym w to nie uwierzyła, ale naprawdę najlepszym środkiem przeciwbólowym było ściskanie męża za rękę. Jak go chwilę nie było i przyszedł skurcz, to....
  • W jednej z książek dobrze opisane jest dlaczego nacięcie się stosuje przy porodzie na leżąco. W pozycji wertykalnej kośc ogonowa odgina się i ogólnie "wylot' dla dziecko poszerza się 30%. Do tego dochodzi siła grawitacji i inaczej rozłożony nacisk na tkanki. Jak kobieta leży na plecach, to tego wszystkiego nie ma - pole wyjścia dla dziecka jest mniejsze, do tego sama musi dziecko wypychać.
    Dwa razy byłam nacinana, jedno wspominam bardzo źle, bo szycie było nieprawidłowe. Potem przez prawie pół roku wszystko czułam. Jeśli tylko tkanki są dobrze porozciągane (dla mnie kluczowa sprawa to ciepła woda), dobra, wybrana przez kobietę pozycja, to nacięcie nie jest potrzebne. Po porodzie bez nacięcia funkcjonowałam fantastycznie, mogłam siadać, chodzić bez problemu. Po nacięciu byłam jak inwalidka.
    Nie do końca się zgadzam z Bea co do postępowania personelu. Niby tak, niby powinni się pytać o wszystko, ale w moich porodach było tak, ze robiono wszystko cichaczem, z zaskoczenia, oczywiście nikt nie pytał o zgodę ani nie informował. Ja się nie liczyłam, najważniejsze było to, bym urodziła w miarę szybko, nie absorbowała personelu i by im było najwygodniej. Moje doświadczenia pochodzą z różnych szpitali.
  • edytowano listopad 2015
    Bardzo chciałabym mieć odpowiednie towarzystwo przy kolejnym porodzie (mam nadzieję na poród sn po cc). W związku z tym zaczęłam poszukiwania położnej i douli i napisała do mnie dziewczyna, która jest praktykantką (studiuje pielęgniarstwo) i chciałaby mi potowarzyszyć za free jako doula.
    Co o tym myślicie?
    edit:dopisałam
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.