Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Zajęcia z angielskiego dla przedszkolaków- czy warto?

13»

Komentarz

  • Moje trzy dziewczny mialy w przedszkolu ang.
    Myślałam że to bez znaczenia bo i tak nic się nie nauczą
    a jednak dużo lepiej im szła nauka w szkole niż córce,ktora nie chodzila do przedszkola ani na takie zajecia.
    Potem dwie najstarsze poslalam na zajęcia metodą Hellen Doron (3 i 4 klasa podstawowki)
    Na lekcjach prowadzonych tą metodą jest dużo zabawy,nauczyciel mówi tylko po angielsku i dwa razy dziennie w domu puszcza się plytkę dvd do sluchania. Dziecko się bawi czy też je albo ubiera a to sobie leci w tle.
    Na lekcjach,przez zabawę,poznaje znaczenie tego co słucha w domu.
    Ta metoda jest super dla malych dzieci.
    Bardzo dużo się nauczyły przez te dwa lata (zdaniem osób z rodziny ktore mieszkają w Angli i z nimi rozmawiały)
     bardzo chętnie tam chodziły.
     Niestety się skończył ten poziom dzieciecy,bo w sumie późno je posłałam a w młodzieżowym lekcje przypominają te w szkole-dużo gramatyki,nuda i zapał osłabł.
    Jedna od przyszlego roku w ogole nie chce chodzić dodatkowo.
    Nie żałujemy ani czasu ani pieniędzy,było warto myślę.
    Tylko że ja nie umiem angielskiego i zapisałam je bo nie miały w tym ode mnie żadnej pomocy.
    Gdybym umiała to wystarczylyby może bajki,piosenki i zabawy w domu hdy były małe.
    Podziękowali 1Alutka
  • @Tola, wtręt o katechizacji był ironią.
    Jak się za coś zabieram to ambitnie. Przekładam to przede wszystkim na swoje życie. Mam własne sukcesy (kiedyś zawodowe, teraz sportowe). Powoli dzielę się pasjami z dziećmi.
    MZ to mit, że da się wszystkiego przez zabawę nauczyć. Na pewno delikatna perswazja w procesie edukacji ma miejsce. Bo to nie jest czarno-biała sytuacja, że tylko sobie siedzimy i jest fajnie. Czasem są złości, krzyki. Ostatnio dużo śmiechu. Opisuję jak jest.
    Wydajesz się tworzyć jakiś wyimaginowany obraz "zamordyzmu" językowego czy innego.
    Podziękowali 4Alutka Katia OlaOdPawla Basja
  • dla mnie tez to mowienie do dzieci w innych jezykach jest troche zabawne. ale niemniej Wiesie podziwiam i zazdroszcze troche zorganizowania i wynikow... widze ze w wakacje jestem w stanie zrobic z dziewczynkami wiecej bo je mam i uczymy sie grac na gitarze czytamy narnie, uczymy sie piosenek wlasnie angielskich i chodzimy na basen czy rower na ktorym ku mej radosci jezdza obie ladnie.. ale to czytanie 3-4latkow czy inne rzeczy chocby te zdjecia perfekcyjnej mamy ;-) no.. jest czego zazdroscic moim zdaniem i gratuluje.. wierze ze krzywdy dzieciom Wiesia nie zrobi.. szczegolnie ze chyba ED planuje wiec majac dzieci 24h/dobe jak kwadrans po angielsku pogada to juz na prawde nie spodziewam sie dramatycznych konsekwencji dla ich psychiki .. (tez mialam dzis placzaca 7 latke przy gitarze.. bo nie wychodzi (za pierwszym razem) i chyba powinnam na skrzypcach jedbak grac ;-) o zla ja..)
    Podziękowali 2wiesia OlaOdPawla
  • @wiesia nadal nie wiem, czy mieszkacie w Polsce. Chyba nie czytalas tego, co pisalam wyzej, bo jasno mowie o wysilku i regularnej pracy nie przez zabawe u starszych dzieci. A chinskiego chowu na wyniki z towarzyszacym placzem u trzy- czy pieciolatkow nie tylko nie pochwalam, ale wrecz mnie to brzydzi i nie ma to nic wspolnego z jakas zawiscia, ze ktos to organizuje a ja nie czy nic w tym guscie. Dzieci to dzieci i moga miec obowiazki dostosowane do wieku, to nie obiekty do realizacji jakichs planow, obrazu jakie maja byc pod katem osiagniec naukowych. Poza tym chyba komu jak komu, ale ludziom majacym wiecej dzieci niz srednia nie trzeba tlumaczyc, ze jedno ma taki talent, drugie inny, a kolejne zrobi to co musi i tez bedzie dobrze. Tym bardziej przykro mi te opisy sie czyta, ze znam w bliskim otoczeniu ludzi z taaakimi planami co do dzieci i tylko jedno faktycznie jest wybitne, a pozostale przecietne i niestety rodzice jasno daja do zrozumienia, kto spelnia ich oczekiwania, a kto ich zawodzi.
  • Anawim powiedział(a):
    Natalia powiedział(a):
    Ależ mówić do dzieci w innym języku niż ojczysty to coś bardzo szkodliwego!  Tylko w ojczystym przecież matka/ojciec są w stanie przekazać dziecku pełnię znaczeń. Przecież liczą się nie tylko słowa, ale i akcent i intonacja, a przy starszych dzieciach i zestawienie poszczególnych słów że sobą, gra słów, ukryty dowcip etc. Co innego bawić się z dzieckiem w naukę języka, a co innego zmuszać go do rozmowy w obcym języku na codzień. No, chyba że rodzic jest idealnie dwujęzyczny. 

    Dziecko będzie znało język obcy na poziomie nie lepszym niż rodzic. Ot tyle. Ale przecież nie jest potrzebna do niczego idealna znajomość języka obcego, czy ta "pełnia znaczeń". Faktycznie miałbym wątpliwości, gdyby to osoba, która przede wszystkim zajmuje się dzieckiem, rozmawiała z nim tylko w obcym języku (co by skutkowało, że może się stać dominującym językiem).


    Problem nie leży w tym, że dziecko nauczy się języka obcego słabo, ale w tym, że będzie mieć zaburzoną komunikację z rodzicem, który mówi w języku dla niego obcym. 
  • Moja kolezanka prowadzi szkolke jezyka angielskiego. Ma wiecej grup w przedziale wiekowym 4-7 niz starszych dzieci, czyli czesciej zglaszaja sie do niej rodzice ktorzy chca by ich pociechy od malenkosci uczyly sie angielskiego niz tacy ktorzy chca by dzieci mialy pomoc i dodatkowa wiedze gdy sa juz starsze i znaja podstawy. Jesli chodzi o nadambitnych rodzicow, to musiala wywiesic przy wejsciu kartke z wyjasnieniami na czym polega uczenie języka takich malych dzieci, bo trafiali sie ludzie ktorzy niemal z pretensjami pytali dlaczego dziecko 6-letnie od roku na zajecia chodzi a nie potrafi...tworzyc dlugich wypowiedzi ani zapytac po angielsku o droge. Trafila sie tez pani ktora chciala zapisac dziecko na dodatkowy angielski "bo w tym przedszkolu na angielskim to oni tylko graja w jakies gry i spiewaja piosenki, a ja chce by nauczyl sie mowic". 
    Dla takich malych dzieci lekcje angielskiego to wlasnie głównie zabawa, cel jest bardziej taki by wcześnie skojarzyło sobie naukę języka z czymś fajnym niż żeby przyswoiło sobie jakąś konkretną wiedzę. Chociaż ta wiedza też nie jest bez znaczenia, przecież umiejętność posługiwania się językiem obcym to powód do dumy chyba w każdym wieku:) I zgadzam się że takim dzieciom później będzie łatwiej w szkole gdy będą już miały opanowany pewny zasób słownictwa i podstawowe zwroty. Natomiast traktowałabym takie zajęcia bardziej jako rozrywkę dla dziecka, okazję do zabawy i integracji z innymi dziećmi, a nauka angielskiego to w tym przypadku bardziej "przy okazji" ;)

  • Nie rozumiem, czemu nauka ma się kojarzyć z czymś fajnym, a potem jęczenie, bo nagle się wysilić trzeba. Wypada rozróżnić "rytmiczkę z angielskim" od prawdziwej nauki i tyle. Jak się chce, by kilkulatek biegle znał język, to wymaga przyłożenia się zarówno ucznia jak i nauczyciela do pracy. 

  • Tzn powinien z 5-latkiem cwiczyc odmiane czasownikow i reguly gramatyczne? :D Mowie o dzieciach ktore opanowuja dopiero jezyk ojczysty, to normalne ze w tym wieku nauka polega na grach, spiewaniu piosenek, odgrywaniu scenek itd. Przeciez nie jest powiedziane ze w ten sposob dziecko nic sie nie nauczy. Na czym Twoim zdaniem polega ta "prawdziwa nauka"?
  • Nauka głównie polega na ćwiczeniu, ćwiczeniu i jeszcze raz ćwiczeniu. 
    Dlatego napisałam o odróżnieniu zabawy z angielskim od nauki angielskiego. 
    Tak jak czym innym jest rysowanie z zapałem kilkulatka, a czym innym nauka rysunku.
    Odmiany polskiego też pięciolatka uczysz! Przecież nie chodzi by wiedział, że jest mianownik i dopełniacz, ale by swobodnie sie przypadkami posługiwał. Jak źle odmienia nie poprawiasz? Ja ciągle i to nawet starsze dziec i niż pieciolatka.


    Dziecko nie zanurzone w języku, by go przyswoić naprawdę porządnie musi albo byc wyjątkowo utalentowane, albo włożyć sporo pracy. Nie widze konieczności aby przeciętny kilkulatek musiał się uczyć języka obcego, ale jak chce czy rodzice chcą ich sprawa. 
  • U nas w domu się po angielsku nie mówi. Mamy fiszki, korzystamy zazwyczaj jak dzieci przyniosą. I się nagle okazuje, że parę słówek pamiętają, coś tam Zosia sama dopowie własnie z przedszkola - ma dwa razy w tygodniu, raczej głównie piosenki, ale własnie chyba słówka pojedyncze też, sądząc po tym, co "przynosi" do domu. Części ciała, kolory, chyba zabawki - podejrzewam, że nazywają po angielsku, co tam mają w otoczeniu przedszkolnym. 
    Jak była faza na Peppę, to tylko po angielsku puszczaliśmy, niestety jakoś nie potrafiliśmy tak łatwo innych bajek w tym języku znaleźć (na poziomie odpowiednio "niskowiekowym" ;) ). Ale "dajnosor" u nas funkcjonuje zdecydowanie nadal na co dzień :P
  • @wiesia -gdybys chciala, to chetnie pozycze ksiazeczki po angielsku dla dzieci; przywiezlismy ze soba pol tony.


    Podziękowali 1wiesia
  • O dzięki @Felicyta :) mamy trochę ale nie ciesza sie mega wzieciem. Zatem dziekuje za pamięć.
    Podziękowali 1Felicyta
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.