Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Gwałt na mózgu

1356

Komentarz

  • Uwielbiam filmik z Albanii, gdy wkurzeni ludzie na podwyżki opłat za autostradę, wychodzą na nią i palą bramki. Prawdziwe społeczeństwo obywatelskie.
    Podwyżki wycofano.
  • Właśnie o tym mówię @PawelK, usprawiedliwianie oszustwa. Tak, podatki są za wysokie, tylko że ja je płacę, a ktoś nie, szantażując innych wysoka ceną. I jest na to społeczne przyzwolenie mimo większości katolików w kraju
    Podziękowali 1joanna_1991
  • @Tola dla mnie nieuczciwe jest państwo, które zmusza swoich obywateli, by oszukiwali, pracowali na czarno, jednych by mogli przeżyć, innych by mogli z usługi skorzystać
  • @asia Tak, obciążenia pensji są za wysokie, ale pochwalanie oszustwa, szwindli to chyba jakaś nasza specyfika, bo Polska nie jest jedynym nawet w Europie krajem z wysokimi podatkami. Obawiam się, ze to lata kontroli że wschodu tak nas przestawiły, że trzeba oszukiwać na każdym kroku i jeszcze jest to chwalone. Zostawmy podatki, weźmy ograniczenia prędkości. Tu już szkoda dla innych nie jest tak abstrakcyjna, ale realna - nadmierna prędkość zabija codziennie konkretną liczbę ludzi. I co? Przecież to jakieś głupie ograniczenia, przecież nie będziemy marnować paliwa jadąc wolniej. I przecież znamy swoje auto itd. Brzmi znajomo? Czym to jest jak nie naginaniem moralności "bo ja wiem lepiej" i nie będę się stosować do jakichś wymogów. Co ciekawe, jeszcze na studiach byłam na wakacjach, gdzie Niemka (dawne NRD) nie rozumiała, jak można celowo łamać ograniczenie prędkości, bo prawo to prawo. Ale to my jesteśmy tym statystycznie wysoko etycznym społeczeństwem, bo katolickim, jasne.
    Podziękowali 2Polly joanna_1991
  • Czy jeżeli Państwo zabierze Ci 99% przychodów, dalej będziesz mówić o uczciwości, czy zaczniesz kombinować by wyżywić dzieci.
    Ludzie różnią się tylko progiem, kiedy mówią "NIE". Bierzecie za dużo, za mało dajecie w zamian.
    Nie oszukuję na podatkach, bo lubię spać spokojnie i nie martwić się kontrolami, konkurencja nie wystawia paragonów, ciężko mi z nimi walczyć, to prawda. Ale ich nie potępiam.
    Podziękowali 1Aszna
  • Jak państwo ma dużo dać to dużo zabierze bo przecież własnych pieniędzy nie ma a przecież musi jeszcze starczyć na godziwe wynagrodzenie "swoich" 
  • @Tola może Polska nie jest jedynym państwem z tak wysokimi podatkami i innymi, często ukrytymi, obciążeniami kosztów pracy, ale przy tych wysokich podatkach w Polsce wiele osób ma bardzo niskie przychody. Ta szara strefa nie bierze z niczego, bo każdy wołałby spać spokojnie i ten kupujący i ten sprzedający. To często kwestia braku wyboru.
  • Nie zabiera 99 procent, ale na przykład Szwedom zabiera więcej niż nam i mają mniejszą szara strefę. Albo Japończykom i co? Jaka mają etykę społeczeństwa? A to nie są kraje katolickie. A może też warto pomyśleć, że jeśli godziny się na taki szwindel w jednej dziedzinie, to łatwiej nam przychodzi akceptacja innych sposobów oszukiwania systemu, jak np. łapówki. 
  • Tylko w Szwecji, mimo, że państwo zabierze obywatelowi, to to co mu zostanie wystarcza na normalne, godne życie
  • PawelK powiedział(a):
    To jest co innego. 
    W momencie gdy zbóje łupią twoje dobra nadmiernie, należy dobra chować i to jest naturalny odruch.
    Dziesięcina była zła i powodowała rewolucje, a ponad 60% jest ok i ludzie jak baranki godzą się na coraz więcej.

    Myślę, że to trochę wynika z ogólnego poziomu zamożności. Dla biedaka każde obciążenie finansowe (czy nawet czasowe, kiedy zabierano mu możliwość zarobku dla siebie, absorbując go pracą na rzecz pana) było dużo bardziej zauważalne. Wyraźnie mógł widzieć, jak to, co mu sie zabiera, oddala go od jego minimum egzystencjalnego w tym pierwotnym znaczeniu terminu, np. cała rodzina mogłaby zjeść obiad do syta, a że zapłacił dziesięcinę, to znów nie dojadają. Dla współczesnego Polaka za duże obciążenia przełożą się np. na to, że kolejny sezon będzie musiał chodzić w trochę złachanej już kurtce albo nie pojedzie na wakacje. Przykre i odczuwalne, ale jednak nie powodujące poczucia zagrożenia życia.

    Taki chłop też mniej korzystał z pewnych rzeczy będących dziś własnością publiczną. Mało było urzędów i nie szedł np. zarejestrować auta, nie jeździł drogami ekspresowymi, znikał problem nierentowności kopalni węgla dofinansowywanych w budżetu, bo nie było prądu, nie podziwiał nowego dworca kolejowego, nie zaprowadzał dzieci do państwowego przedszkola itd.
  • Dla współczesnego Polaka te nadmierne obciążenia finansowe wiążą się np z tym, że po 2,5 roku będzie musiał zamknąć działalność gospodarczą i szukać pracy poza zawodem. To są problemy, z którymi ludzie się mierzą, a nie chodzenie 2 sezon w tej samej kurtce. I to się przekłada na poziom całej gospodarki. Te nadmierne obciążenia sprawiają, że nie tylko pojedyńczym ludziom trudniej się żyje, ale i cały kraj nie rozwija się tak, jak mógłby się rozwijać, gdyby ludziom tak nie utrudniano życia.
  • To jest wszystko prawda, co piszecie o obdzieraniu nas podatkami i zusem, tylko dlaczego od lat wybierane są do polityki osoby, które tego nie zmieniają? Czy jedynym buntem obywatelskim, na jaki stać nasze społeczeństwo, jest wchodzenie w szarą strefę? Może bylibyśmy w innym miejscu, bliżej standardów życia np. w Skandynawii, gdyby nie machlojki? Skoro godzimy się na oszukiwanie i sami to robimy, to władza (z ludu, heh) oszukuje nas, i nie mamy czemu się oburzać... W końcu takie mamy standardy...
  • Wkurza mnie cwaniactwo w codziennym życiu. Np. kiedyś zarysowalam komuś lekko samochód. Nie było kamer w pobliżu ani nikt nie widział. Wielu znajomych uznało za idiotyzm to, że zostawiłam kontakt właścicielowi i potem miałam podwyższone ubezpieczenie. Bo przecież nikt nie widział.
  • Tola powiedział(a):
    Jednak jest to zastanawiające, że cwaniactwo nie tylko nie jest w Polsce potępiane, ale wręcz budzi pewien podziw, że ktoś coś "załatwił". Brak faktur w branży budowlanej? Spoko, będzie taniej. I takie przykłady można mnożyć. 
    To akurat oczywiste (co nie znaczy właściwe) jeśli się spojrzy na historię.
    Ostatnie 230 lat mieliśmy okupację z przerwą na XX lecie międzywojenne i ostatnie 30 lat. Czyli można powiedzieć - było normalnie przez 50 lat z 230. Mało. Ale jest jeszcze gorzej - ani w XX leciu, ani obecnie nie jest normalnie.

    A to znaczy że ludzie żeby przeżyć, musieli kombinować. Do tego oszukiwanie zaborcy było czymś szlachetnym i właściwym. Nieraz wymagało odwagi i poświęcenia.

    Była bieda i wszystkiego brakowało - w związku z tym naturalnym odruchem było kombinowanie, załatwianie itp. To przez pokolenia weszło w krew.

    Dlatego też w Polsce jest najmniejszy chyba na świecie szacunek do władzy, kompletny brak zaufania do państwa i jego instytucji, a w kombinowaniu jesteśmy mistrzami świata.

  • PawelK powiedział(a):
    Uwielbiam filmik z Albanii, gdy wkurzeni ludzie na podwyżki opłat za autostradę, wychodzą na nią i palą bramki. Prawdziwe społeczeństwo obywatelskie.
    Podwyżki wycofano.

    Jeżeli chcą mieć bezpłatne autostrady, to niech je sobie samodzielnie zbudują.
    W d... się przewraca. To społeczeństwo pokazuje, że spokój w ich państwie może zapewnić tylko krótkie trzymanie za mordki.
  • Tola powiedział(a):
    To jest wszystko prawda, co piszecie o obdzieraniu nas podatkami i zusem, tylko dlaczego od lat wybierane są do polityki osoby, które tego nie zmieniają?  Może bylibyśmy w innym miejscu, bliżej standardów życia np. w Skandynawii,...

    W Skandynawii są wysokie standardy życia, ale i też tam płacą najwyższe w Europie podatki.
  • asia powiedział(a):
    Tylko w Szwecji, mimo, że państwo zabierze obywatelowi, to to co mu zostanie wystarcza na normalne, godne życie

    W Polsce także starczało by na w miarę godne życie - podatki są jedne z niższych w Europie - gdyby nie to, że niemożliwie drogie jest mieszkanie.


  • asia powiedział(a):
    Tylko w Szwecji, mimo, że państwo zabierze obywatelowi, to to co mu zostanie wystarcza na normalne, godne życie

    Powiedziałabym, na w miarę godne życie. To na jakim poziomie żyją, zależy od wykonywanego zawodu. W niektórych zawodach, często dochody tylko nieznacznie przewyższają minimum socjalne.
    Podobnie też jest w Niemczech.
    Jeden z ostatnich przykładów - moja przyjaciółka z Polski wreszcie znalazła pracę jako nauczycielka języka polskiego. Niestety na razie na 1/2 etatu - zarobi netto ok. 900 Euro, będzie korzystała z dopłaty do mieszkania. Mieszkanie kosztuje 500 Eu, ogrzewane. W Polsce wynajęcie mieszkania pochłonęło by całą pensję, a z tego co wiem, dopłat nie ma.
  • Aszna powiedział(a):
    Dla współczesnego Polaka te nadmierne obciążenia finansowe wiążą się np z tym, że po 2,5 roku będzie musiał zamknąć działalność gospodarczą i szukać pracy poza zawodem. To są problemy, z którymi ludzie się mierzą, a nie chodzenie 2 sezon w tej samej kurtce. I to się przekłada na poziom całej gospodarki. Te nadmierne obciążenia sprawiają, że nie tylko pojedyńczym ludziom trudniej się żyje, ale i cały kraj nie rozwija się tak, jak mógłby się rozwijać, gdyby ludziom tak nie utrudniano życia.

    Ale co najgorszego mu się stanie w związku z tym? Pójdzie na etat za najniższą krajową i będzie funkcjonował powyżej minimum egzystencjalnego, w warunkach, o jakich nie śniło się pokoleniom chłopów przez setki lat. Nie czeka go groźba głodu.
  • zależy, za jakim społeczeństwem optujemy, czy najemnych pracowników, czy ludzi z inicjatywą
    Podziękowali 2Odrobinka Aszna
  • Ale ja o czym innym zupełnie piszę.

    TecumSeh napisał:
    Dziesięcina była zła i powodowała rewolucje, a ponad 60% jest ok i ludzie jak baranki godzą się na coraz więcej.

    Ludzie, którym głód zaglądał do tyłka i kolejne nakładane obciążenie narażało życie któregoś ich członka rodziny, byli bardziej skłonni do buntu i rewolucji. Kto nic nie ma, nie ma nic do stracenia. Współcześnie [w skali całej historii] żyje się tak bezpiecznie, wygodnie i dostatnio i społeczeństwo jest tak przez to rozleniwione, że się nie buntuje - bo coraz nowsze utrudnienia i obciążenia nie zagrażają ich życiu [w sensie dosłownym].  To całe wyjaśnienie braku współczesnej rewolucji w stosunku obecności rewolucji mających miejsce dawniej.


  • Najniższa krajowa nie pozwala jednej osobie na samodzielne egzystowanie, jeśli nie ma własnego mieszkania, to po pierwsze. A po drugie - warunki zewnętrzne mogą być rzeczywiście pozornie lepsze niż kiedyś. Natomiast poziom stresu, jaki wiąże się z funkcjonowaniem na poziomie minimum teraz i kiedyś - tego nie można zmierzyć i ocenić.  Nie da się tak naprawdę porównać kiedyś i dziś. Mamy kompletnie inne warunki społeczne, pod pewnymi względami lepsze, ale pod innymi - dużo gorsze. Moim zdaniem ludzie są po prostu zbyt zmęczeni codziennością, codziennym stresem, żeby protestować. I nie wierzą, że protestowanie faktycznie może coś zmienić
    Podziękowali 1Klarcia
  • Myślę, że @joanna_1991 mogłabyś się zdziwić, jak wielu ludzi na co dzień żyje w absolutnym braku poczucia bezpieczeństwa.
  • Aszna, ja piszę o bezpieczeństwie egzystencjalnym na poziomie zaspokojenia podstawowych potrzeb. Kto dziś straci samochód, dom, pracę, firmę, nie będzie w sytuacji zagrożenia życia.
    Gdyby umarła Ci z głodu dwójka dzieci i właśnie umierało trzecie, to byś była już dawno na Wiejskiej obalać rząd i robić rewolucję, ja bym była też. Jest Tobie i mnie być może ciężko, ale siedzimy najedzone w cieple, pod dachem, korzystając z prądu i mając wystarczająco dużo czasu wolnego i sił, żeby prowadzić taką teoretyczną dyskusję.

    Ja nie dyskutuję z tym, że jest źle-  i dla pracowników i dla przedsiębiorców - nie wiem, dlaczego mnie atakujecie. Ja próbuję powiedzieć, jaki jest główny powód, dlaczego ludzie się nie buntują. Nie że nie ma przeciwko czemu protestować i nie ma nic do zmiany.
    Podziękowali 2Polly matka-Olka
  • joanna_1991 powiedział(a):
    TecumSeh napisał:
    Dziesięcina była zła i powodowała rewolucje, a ponad 60% jest ok i ludzie jak baranki godzą się na coraz więcej.
    O nie nie - TecumSeh tego wcale nie napisał.
    Proszę o edycję bo się konfuzja wdała.
  • @joanna_1991 nie atakuję Cię, po prostu uważam, że nie da się porównać tak łatwo kiedyś i dziś na zasadzie - było lepiej/gorzej. To jest zbyt skomplikowane. Czy możemy np dobrze porównać stan więzi społecznych kiedyś i dziś? Ja nie jestem w stanie tego ocenić jednoznacznie, jak również nie jestem w stanie porównać w sensowny sposób warunków materialnych. Jesteśmy po prostu innym społeczeństwem niż wcześniejsze - ale nie zgadzam się z taką łatwą oceną, że bardziej leniwym czy wygodnym...
  • Głosujemy, na ile to możliwe. Teraz rządzą Ci, którzy przekierowali część podatków z mafii na ludzi. Oczywiście byłyby której gdyby ich nie pobierali, bo dochodzą koszty, ale jak się nie ma co się lubi.
    Jeżeli będzie partia, którą będzie chciała wywalić pół urzędów i urzędników i dzięki temu zmniejszyć podatki i będzie miała szansę wygrać to dzisiaj głosuję.

    I nie porównujmy się do państw, które zdobyły bogactwo na koloniach, wojnach i do dzisiaj transferują olbrzymie pieniądze dzieki neokolonializmowi. Gdzie przemieszczane są zyski np. z przejęcia Zelmera.
  • Klarcia powiedział(a):
    PawelK powiedział(a):
    Uwielbiam filmik z Albanii, gdy wkurzeni ludzie na podwyżki opłat za autostradę, wychodzą na nią i palą bramki. Prawdziwe społeczeństwo obywatelskie.
    Podwyżki wycofano.

    Jeżeli chcą mieć bezpłatne autostrady, to niech je sobie samodzielnie zbudują.
    W d... się przewraca. To społeczeństwo pokazuje, że spokój w ich państwie może zapewnić tylko krótkie trzymanie za mordki.
    To pokazuje, że masz ograniczone postrzeganie i całe szczęście, że nie rządzisz. Zaspokajać potrzeby można zwiększając wpływy (podnosząc podatki) lub ograniczając koszta.
    Rządzącym oczywiście wygodniej robić to pierwsze.
  • Aszna powiedział(a):
    @joanna_1991 nie atakuję Cię, po prostu uważam, że nie da się porównać tak łatwo kiedyś i dziś na zasadzie - było lepiej/gorzej. To jest zbyt skomplikowane.
    Nie no - to akurat da się. Pod warunkiem że rozbijemy na konkretne tematy i z całości wyciągniemy wnioski.

    Aszna powiedział(a):
    Czy możemy np dobrze porównać stan więzi społecznych kiedyś i dziś?
    Oczywiście.

    Lat temu 30 i więcej dużo było przede wszystkim interakcji międzyludzkich - w blokach sąsiedzi spotykali się częściej, dzieci praktycznie wszystkie siedziały na podwórkach i grały w nogę a dziewczynki w gumę. Na wsiach przy niedzieli ludzie siedzieli na werandach, spacerowali, gadali ze znajomymi. Nie łaziło się tyle po sklepach bo nie było towaru ani pieniędzy, nie przesiadało się przed tv, bo były ledwo dwa kanały, a w nich i tak nic ciekawego. Komputerów nie było.

    Dziś pod tym względem na pewno nie jest lepiej tylko gorzej.

    To jest jeden aspekt oczywiście - na podstawie tego jednego aspektu nie powinno się weryfikować, że "kiedyś było lepiej". Ale jak się takich tematów pozbiera więcej i przeanalizuje - to jak najbardziej można porównać "kiedyś" i "dziś".
  • Dlatego napisałam, że nie da się tak łatwo ;)
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.