Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Zajęcia z angielskiego dla przedszkolaków- czy warto?

2

Komentarz

  • Pół godziny języka dwa razy na tydzień, w dużej grupie dzieci i bez utrwalania materiału w domu - to po prostu nie może się udać! nawet geniusz lingwistyczny niewiele by z tego wyniósł. Dlatego podkreślam -praca z dzieckiem w domu, najlepiej codziennie jest wg mnie niezbędna.

    Jeszcze jedna uwaga - jeśli ograniczymy się do słuchania piosenek z youtuba, bajek itp.  - co jest bardzo pomocne, jak pisze Felicyta, w osiągnięciu swobody językowej itd. - to dziecko prawdopodobnie nadal nie będzie umiało się porozumieć. Owszem, będzie osłuchane itd. ale od początku potrzebna jest interakcja w obcym języku.
    ramatha powiedział(a):
    Natomiast ja tez uwazam ze do szkoly nie warto, ale w domu sluchamy plyt, bajek, mowimy w zabawie po angielsku, daje to świetne efekty. 
    I to jest niewątpliwie klucz do sukcesu, jeśli rodzic nie organizuje interakcji w obcym języku poprzez zabawę, dziecko może i będzie miało idealną wymowę, ale nie będzie umiało zapytać o podstawowe rzeczy. Wtedy z pomocą mogą przyjść zajęcia w szkole lub z korepetytorem, idealnie z nativem.


    Podziękowali 1mamasara
  • Skatarzyna powiedział(a):
    Tylko do nauki piosenek nie trzeba nauczyciela - moi młodsi nauczyli się dużo więcej z Super Simple Learning  niż dziewczynki na płatnych zajęciach w przedszkolu.
    Skatarzyna, często padają takie stwierdzenia, pytanie tylko - na czym się opierasz, mówiąc, że więcej się nauczyły słuchając piosenek? Tzn. chodzi mi o to, jaką umiejętność opanowały lepiej?
  • edytowano lipiec 2017
    Na blogu są badania z lat siedemdziesiątych. Od tamtego czasu troszkę więcej wiemy ;)

    Ja do młodszej mówię po angielsku tylko (niedawno skończyła 2 lata). Rozumie biernie polecenia, niekiedy (bardzo rzadko) wtrąca angielskie słówka zamiast polskich. Pewnie gdybym się bardziej przykładał i więcej do niej mówił, to by aktywnie używała tego języka. Po polsku mówi bardzo dobrze.
    Dodatkowo razem ze starszą (w trójkę) oglądamy Peppa Pig i systematycznie zadaję pytania i komentuję to, co się dzieje na ekranie. Plus piosenki z wyżej linkowanego kanału.

    Kompletnie nie uznaję nauki języka w formie dominującej w szkołach. To jest strata czasu. Z perspektywy własnych doświadczeń, to widzę, że dużo daje:
    - uczenie się definicji słów w danym języku (a niekoniecznie tłumaczenia na polski); dzięki temu nabywa się umiejętność opisowego oddawania znaczeń; nawet jak się zapomni słowa, to używa się znanych zwrotów do wyrażenia tego samego;
    - uczenie się całych zwrotów,
    - uczenie się gramatyki równolegle z tymi zwrotami (ćwiczenie przekształceń gramatycznych: ten sam zwrot w różnych czasach / trybach / osobach)
    - uczenie się synonimicznych zwrotów (najpierw na bazie wykorzystania innych części mowy z poznanych zwrotów, potem dokładanie nowych zwrotów; celem jest zdobycie umiejętności wypowiedzenia tej samej myśli na wiele różnych sposobów).
    Podziękowali 2E.milia Katia
  • Słucham z uwagą co piszecie.
    U nas jest tak: od ponad roku bez przekonania kilkanaście min. dziennie mówię do dzieci po ang. Starsza 5l mało co rozumie, młodsza 3l rozumie więcej (lub dobrze udaje) i czasem (rzadko) zamiennie używa słów z ang. Jeśli ja z tymi moimi dziećmi nie pośpiewam to chyba musiałyby codziennie 30min słuchać żeby się nauczyć piosenki a tak bywało jak chorowały (nebulizacja przy bajce). Mimo to przekręcają słowa zasłyszane z youtube.
    Od tyg. uczymy metodą deDOMO... działa o tyle, że zaczęły mówić do mnie zdaniami (bo metoda zakłada nagradzanie natychmiastowe za prośbę po ang.), średnio mi się podoba, że uczą się dla nagród. Tym bardziej, że inne rzeczy "naukowe" robią dla własnej przyjemności czy żeby komuś przyjemność sprawić. Ale, same z siebie mówią zdaniami, tego nigdy u nas nie było. Głównie zliczają i proszą o dodatkowe jedzenie ;)
  • @wiesia ;
    to zaczynij do nich więcej mówić, "wymuszając" odpowiedzi po angielsku. Wymuszanie u mnie polega na natychmiastowym tłumaczeniu odpowiedzi polskiej na angielski, co niekiedy skutkuje powtórzeniem przez dziecko po angielsku.
    Np.:
    - are we going out for a walk?
    - z mamą?
    - with mummy?
    - tak, mummy...

    Druga sprawa, to po prostu trzeba wałkować w kółko to samo i się nie zrażać, że się w kółko używa tych samych zwrotów. Moje kolejne hinty:
    - wybierać konkretne czynności, przy których używamy angielskiego,
    - samemu nauczyć się różnych sposobów komunikacji przy tych czynnościach,
    - za każdym razem jak dana czynność jest wykonywana, używać angielskiego.

    I nagle się okazuje, że nie mam pojęcia jak jest "robić kupę" po dziecięcemu, spuszczać wodę, podciągać majtki, wycierać tyłek, opuścić klapę itd. ;)
    Podziękowali 1wiesia
  • edytowano lipiec 2017
    @Anawim spoko, ja tak robię i się z Tobą zgadzam, po prostu talentu u 5-latki brak. Taka moja postawa skutkuje buntem i awanturą, bo nic nie rozumie. Młodszej (3l) nie przeszkadza taka komunikacja, tylko na prośby o powtórzenie powie "yhy"...
    A też jest przekorna, nie czuję żebym miała tyle autorytetu żeby na niej "wymusić".
    Za to za kolorowe kamyczki i punkty na tablicy motywacyjnej... dzielnie powtarzaja całe zdania, stosują prośby z własnej inicjatywy, jeśli coś ma im skapnąć.
    Przez poprzedni rok stosowaliśmy oprócz tego mojego okazyjnego gadania fiszki z Superkida, a to okolicznościowe na święta, a to o żarciu (warzywa, owoce), czy w związku ze spacerem - środki transportu. Także coś tam zapamiętały i rozumieją, ale absolutnie nie do czynnej komunikacji.

    PS. Podręcznik DeDomo dostarcza taki słownik kontekstowy codziennych domowych sytuacji. Oczywiście wycierania tyłków tam nie ma... ale jakaś mniej intymna codzienność domowa jak najbardziej.

    Gry jeszcze mi prszyszło do głowy, że można z dziećmi grać w gry językowe. Kuzynka mi polecała Adventure Island, ale to stare dzieje. Może teraz jest coś fajnego na topie.
    Podziękowali 1Anawim
  • Nie no, nie wyobrazam sobie mowic do dziecka w obcym jezyku. Przeciez to sztuczne. A czasem smieszne. 
    Podziękowali 3Felicyta Natalia mamasara
  • Nie no, oczywiscie, ze mozna w domu, niekoniecznie placic, o ile oczywiscie samemu zna sie jezyk. Natomiast mowienie, ze to szkodzi i utrudnia nauke jez.ojczystego uwazam za bzdure. To jest teoria tego samego gatunku, co latanie do psychologow z kazdym tzw.problemem czyli nieposluszenstwem, ruchliwoscia dziecka, te porady i doszukiwanie sie autyzmu itp. , podczas gdy dotyczy to garstki dzieci.
    Podziękowali 1OlaOdPawla
  • C.d. i kiedy tak czytam te dyskusje tutaj i to oczekiwanie, ze przedszkolak bedzie szprechal jak native i jakie to metody stosowac, to widze ten trend do wyscigu szczurow. Taki ang.czy inny jezyk obcy dla maluchow to ma byc jakies wsparcie, a nie robienie z dzieci poliglotow, zeby blyszczaly na rodzinnych imprezach. Sama w tak wczesnym wieku nie uczylam sie jezyka obcego, dopiero jakos od wczesnej podstawowki i znam angielski bardzo dobrze. W starszym wieku wazna jest nauka w naturalnej sytuacji dialogu w malych grupkach, nie za duzej, tak jak i po polsku zreszta rozmawia sie naraz w gronie kilku osob, kilkanascie to halas. No i trzeba wlozyc wysilek, nie da sie tylko przez chloniecie nauczyc na wyzszym poziomie zaawansowania.
  • @wiesia a czemu tak przesz do tego, zeby tyle umialy, to male dzieci.
    Podziękowali 1Malgorzata
  • Tola powiedział(a):
    C.d. i kiedy tak czytam te dyskusje tutaj i to oczekiwanie, ze przedszkolak bedzie szprechal jak native i jakie to metody stosowac, to widze ten trend do wyscigu szczurow. Taki ang.czy inny jezyk obcy dla maluchow to ma byc jakies wsparcie, a nie robienie z dzieci poliglotow, zeby blyszczaly na rodzinnych imprezach. Sama w tak wczesnym wieku nie uczylam sie jezyka obcego, dopiero jakos od wczesnej podstawowki i znam angielski bardzo dobrze. W starszym wieku wazna jest nauka w naturalnej sytuacji dialogu w malych grupkach, nie za duzej, tak jak i po polsku zreszta rozmawia sie naraz w gronie kilku osob, kilkanascie to halas. No i trzeba wlozyc wysilek, nie da sie tylko przez chloniecie nauczyc na wyzszym poziomie zaawansowania.
    Ale przecież polskiego właśnie tak się nauczyliśmy
    Podziękowali 1Milagro
  • @OlaOdPawla To jest mozliwe tylko do pewnego wieku, nauka przez "chloniecie" i to przy duzej ekspozycji. Dwujezyczni sa ludzie wychowywani w otoczeniu osob mowiacych dwoma jezykami. Jednak zawsze ktorys jezyk jest dominujacy, pewnie znasz jakies dwujezyczne osoby. Zauwaz tez, ze nawet jesli wychowywalas sie np.w Anglii, gdzie w domu mowiono po polsku, a w szkole po ang., to jesli wrocisz do Polski w wieku 8 lat i tak musisz po latach douczyc sie slownictwa "doroslego",  choc pewnie sama gramatyke i plynnosc masz idealna. 
  • Tola powiedział(a):
    @wiesia a czemu tak przesz do tego, zeby tyle umialy, to male dzieci.
    Ile to jest tyle? W szerokiej normie są. A rodziców mają też nie głupich ;) więc poprzeczka siłą rzeczy idzie wyżej.
    Po wtóre rodzinna tradycja? W ich wieku oswajana byłam z 3ma obcymi językami (2 mi zostały).
    Bo to fajna przygoda jest "poszprechać do dzieci"... a nie ciągle to samo w tym samym języku (żeby nie było patriotką jestem lecz warto znać język wroga).
    Weselej jest w domu.
    I po wtóre każdy robi co uważa :)

    Pierwszy cel, na pewno zbawienie. Nawet nie chcesz @Tola wiedzieć jaka tu jest indoktrynacja ;)

    Ale serio... bez ironii... z nauką czytania (btw Cieszyńską) 3-latki miałam dobry instynkt, dziecko 4l-5l się zajmuje swoimi pasjami, pogłębia wiedzę, ma rozrywkę.
    Zaszkodzi im ten angielski? Kogoś to boli?
    Podziękowali 2OlaOdPawla Basja
  • @szczurzysko- my mamy całkiem inne doświadczenie i pogląd na sprawę. Po kilkunastu latach mieszkania za granicą, sukcesem jest zachować język ojczysty.

  • Tak. Ale nie slyszalas nigdy, jak rodzic mowi lamanym angielskim do dziecka? Wlasnie za granica. 
    Chyba ze tylko polscy rodzice w kraju anglojezycznym mowia tak fatalnie po ang., a za to ci w Pl sa po filologii i akcent maja na poziomie nativa.
    Podziękowali 1Natalia
  • Hm... ja słyszałam jak nauczyciel angielskiego mówi łamanym angielskim do uczniów więc ten tego...
    Podziękowali 1MAFJa
  • Ależ mówić do dzieci w innym języku niż ojczysty to coś bardzo szkodliwego!  Tylko w ojczystym przecież matka/ojciec są w stanie przekazać dziecku pełnię znaczeń. Przecież liczą się nie tylko słowa, ale i akcent i intonacja, a przy starszych dzieciach i zestawienie poszczególnych słów że sobą, gra słów, ukryty dowcip etc. Co innego bawić się z dzieckiem w naukę języka, a co innego zmuszać go do rozmowy w obcym języku na codzień. No, chyba że rodzic jest idealnie dwujęzyczny. 
    Podziękowali 3PaniWiosna Alutka Katia
  • Też słyszałam, że mówienie do dziecka wyłącznie w obcym języku, może  być szkodliwe  (choć pewnie zależy od dziecka).
    Ki lka lat temu, koleżanka psycholog ,prowadziła terapię dziecka ze zdiagnozowanymi zaburzeniami ze spektrum. Z czasem okazało się,  że była to silna emocjonalna reakcja ,wynikającą właśnie z zaburzeń komunikacji z rodzicami. Matka, z  wykształcenia germanistka, mówila do malucha wyłącznie po niemiecku
  • edytowano lipiec 2017
    Mówić poprawnie gramatycznie warto na pewno. Ale ja nie bardzo rozumiem, po co ten pęd do mówienia bez akcentu po angielsku. Żeby udawać, że jest się Anglikiem? Eeee....
    Mnie kiedyś ktoś powiedział, że ja po polsku mówię z jakimś akcentem. No i co? I dobrze! Słychać, z jakiego regionu Polski pochodzę. Trzeba być z tego dumnym  :)
    PS.  Aha - mam na myśli akcent ucznia. Nauczyciel angielskiego zaciągający po ukraińsku to mocno słabe jest. 
    A ja w swojej wypowiedzi nie zakładałam, że dziecko ma się kształcić na nauczyciela. W tym przypadku jasne, że warto walczyć o jak najlepszą wymowę.
    Podziękowali 1Alutka
  • Tak. Mój 5 latek zimą pochwalił się, że nauczył się na ang nowego słowa.  Słowo to brzmiało "śledź" i nie chodziło o rybę.  Zagadka, co to miało znaczyć? To w temacie poprawnej nauki słówek na przedszkolnych zajęciach grupowych.
  • Sanki?
    Podziękowali 1MartynaN
  • Moja tez mówi Emilka-english  :D
    Czyli lepiej nie dawać wcale na angielski w grupie?

  • Tak. Ale nie slyszalas nigdy, jak rodzic mowi lamanym angielskim do dziecka? Wlasnie za granica. 
    Chyba ze tylko polscy rodzice w kraju anglojezycznym mowia tak fatalnie po ang., a za to ci w Pl sa po filologii i akcent maja na poziomie nativa.
    Oczywiscie! To byl obraz zalosny!

    Jednak po powrocie do Polski sama zastanawialam sie, jak rozwiazac kwestie nauki/rozszerzania znajomosci angielskiego, zwlaszcza w przypadku naszych maluchow.
  • Natalia powiedział(a):
    Ależ mówić do dzieci w innym języku niż ojczysty to coś bardzo szkodliwego!  Tylko w ojczystym przecież matka/ojciec są w stanie przekazać dziecku pełnię znaczeń. Przecież liczą się nie tylko słowa, ale i akcent i intonacja, a przy starszych dzieciach i zestawienie poszczególnych słów że sobą, gra słów, ukryty dowcip etc. Co innego bawić się z dzieckiem w naukę języka, a co innego zmuszać go do rozmowy w obcym języku na codzień. No, chyba że rodzic jest idealnie dwujęzyczny. 
    A co jak np.matka polka,ojciec włoch a mieszkają w Niemczech?
    I dziecko w wieku lat 4 nie mówi ani słowa?
    Taki przypadek znam.

    Lekarz zapytal w ilu jezykach mówią do dziecka-matka po polsku,ojciec po wlosku,miedzy sobą rodzice po niemiecku żeby się dogadać.W przedszkolu oczywiscie niemiecki.
    Lekarz kazał zdecydować się na jeden jezyk i tylko w takim mówić.
    Wybrali niemiecki.
    Wtedy dziecko w krotkim czasie zaczęło mówić najpierw po niemiecku a po jakimś czasie we wszystkich trzech,bo rozumiało w każdym.
    Potem w szkole doszły jeszcze dwa inne i teraz jako nastolatek dogaduje się bez problemu się w pięciu językach :smile: 
    Podziękowali 1Katia
  • Zaburzeń żadnych nie ma...
  • Przypuszczam, ze gdyby nie zdecydowali sie na ten niemiecki, to dziecko i tak zaczeloby mowic w tylu jezykach, moze troszke pozniej.
    Moim zdaniem rodzice wybrali najbardziej nienaturalna opcje jezykowa. Dla mnie niewyobrazalna.
    Zreszta porownywanie sytuacji, gdy ktos mieszka za granica i dziecko uczy sie obcego jezyka, ktorym jest otoczone,a sytuacji nauki tego jezyka w kraju ojczystym, gdzie proporcje sa calkiem inne, jest calkiem bez sensu.


    Podziękowali 2Natalia Katia
  • Felicyta powiedział(a):
    Przypuszczam, ze gdyby nie zdecydowali sie na ten niemiecki, to dziecko i tak zaczeloby mowic w tylu jezykach, moze troszke pozniej.
    Moim zdaniem rodzice wybrali najbardziej nienaturalna opcje jezykowa. Dla mnie niewyobrazalna.
    Zreszta porownywanie sytuacji, gdy ktos mieszka za granica i dziecko uczy sie obcego jezyka, ktorym jest otoczone,a sytuacji nauki tego jezyka w kraju ojczystym, gdzie proporcje sa calkiem inne, jest calkiem bez sensu.


    Nie wiem czy nienaturalną skoro matka nie znala wloskiego a ojciec polskiego i od poczatku znajomości rozmawiali ze sobą po niemiecku. Dla tej rodziny jakby naturalnym jezykiem w domu był niemiecki mimo wszystko.

    Ja nie chciałam porównywać,raczej taka ciekawostka :wink: 
  • @wiesia o co chodzi z tekstem o zbawieniu? Tylko poligloci go dostapia? Mieszkacie poza Polska? Moim zdaniem zachecanie i zaznajamianie dziecka z jez.obcym w syt.gdy nie mieszka w kraju, w ktorym sie mowi tym jezykiem, ma miec forme zabawy bez nacisku na nie wiadomo jakie wyniki. A wkolo widze takie lekkie szalenstwo, nacisk na perfekcje, a to w sztukach walki, a to w pilce itp. Nie sama nauka, tylko stresik, ze moj niunius to ma juz takie sukcesy, ech. A geniusze i mistrzowie sportu to koniec koncow malenki procent spoleczenstwa. Tak jak w dyskusji o zawodach bylo: no moje dziecko niech robi co mu sprawia radosc, ale jednak najlepiej jako ten prawnik, lekarz czy ewentualnie wlasciciel firmy sprzatajacej heh
  • Natalia powiedział(a):
    Ależ mówić do dzieci w innym języku niż ojczysty to coś bardzo szkodliwego!  Tylko w ojczystym przecież matka/ojciec są w stanie przekazać dziecku pełnię znaczeń. Przecież liczą się nie tylko słowa, ale i akcent i intonacja, a przy starszych dzieciach i zestawienie poszczególnych słów że sobą, gra słów, ukryty dowcip etc. Co innego bawić się z dzieckiem w naukę języka, a co innego zmuszać go do rozmowy w obcym języku na codzień. No, chyba że rodzic jest idealnie dwujęzyczny. 

    Dziecko będzie znało język obcy na poziomie nie lepszym niż rodzic. Ot tyle. Ale przecież nie jest potrzebna do niczego idealna znajomość języka obcego, czy ta "pełnia znaczeń". Faktycznie miałbym wątpliwości, gdyby to osoba, która przede wszystkim zajmuje się dzieckiem, rozmawiała z nim tylko w obcym języku (co by skutkowało, że może się stać dominującym językiem).

    Ja akurat mam swoją osobistą motywację. W nauce wszystko mi przychodziło bardzo łatwo i nie wymagało wysiłku, właśnie za wyjątkiem języków. A że nie miałem odpwoiednich nawyków systematycznej pracy (bo wystarczało mi to, co w szkole + własne zainteresowania), to nie potrafiłem się tych języków skutecznie nauczyć. Po latach stwierdziłem, że wreszcie trzeba jakiś wysiłek podjąć i odkryłem, że to może być wieloletni projekt doskonalenia znajomości języków, tak, by bez problemu oglądać filmy, czytać książki itd. W pewien sposób stało się to hobby.

    Przypominają mi się listy o. Bocheńskiego do ojca. Niektóre pisał po francusku lub angielsku, by szlifować znajomość tych języków. Często robił wtręty z innych języków, które stanowiły właśnie dopełnienie znaczeń, które można wyrazić po polsku.
    Podziękowali 2MartynaN Katia
  • @olgal- ta refleksja o porównaniu nie była skierowana do Ciebie,tylko ogólnie. 

    Moi najlepsi przyjaciele to małżeństwa różnojęzyczne,mieszkające na dodatek w kraju obcym dla obojga,więc taką sytuację językową i rodzinną znam nie tylko z opowieści. Stąd moja opinia.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.